wtorek, 13 lutego, 2024
Otwarty Sochaczew


Fejkowa niezależność – czyli, jak kandydaci i kandydatki do wyborów samorządowych próbują ukryć swoje poglądy i powiązania z partiami.

Fejkowa niezależność, czyli jak kandydaci w wyborach samorządowych ukrywają swoje prawdziwe poglądy i kontakty z partiami politycznymi. Wszyscy znamy te…


Fejkowa niezależność, czyli jak kandydaci w wyborach samorządowych ukrywają swoje prawdziwe poglądy i kontakty z partiami politycznymi. Wszyscy znamy te sztuczki. Lokalni działacze samorządowi na etatach uśmiechnięci i życzliwi, nagle stają się bardzo tajemniczy, gdy pytamy o ich poglądy polityczne, czy jak zdobywali stanowiska w urzędach lub miejscowych spółkach. Dlaczego tak się dzieje szczególnie przed wyborami samorządowymi? Czy wyborca bądź „łowiony” kandydat/kandydatka na listę wyborczą, nie powinni wiedzieć, na kogo głosują i kogo sygnują swoim podpisem na listach? Czy nie zasługują na przejrzystość i uczciwość?

Zbliżające się wybory nie różnią się niczym od poprzednich, sprzed wielu lat. Zatem mamy typowego samorządowca, zazwyczaj na etacie w urzędzie, który uzyskał za swoje bycie potulnym podczas głosowań na sesjach rady miasta bądź powiatu, postanawiającego spróbować szczęścia jeszcze raz, może nawet podnieść poprzeczkę. Nie jest to jednak takie łatwe, kiedy rządząca partia tak się zdyskredytowała, że ich logo zamiast pociągać w górę, zaczyna być obciążeniem. Jak ukryć swoją współpracę ze skompromitowaną partią? Odpowiedź jest oczywista. Wymyślić nowe logo lub wrócić do tego, które na pierwszy rzut oka nie kojarzy się z politycznym mainstreamem. I tak mamy starego działacza z nowym „ja”.

W ten sposób wielu samorządowców ukrywa swoje prawdziwe przekonania i sympatie z obawy przed utratą poparcia lub niezadowoleniem mieszkańców. Związani z partiami politycznymi, starają się zadowolić wszystkich, nawet kosztem swojej autentyczności. To jest jeden aspekt, ale jest jeszcze drugi. Ktoś musi przecież zebrać głosy dla takiego kandydata i jego komitetu. Tak właśnie powstaje instytucja „lokajów” bądź „gwiazdek”, czyli ludzi, którzy są co prawda aktywistami, ale nie za bardzo orientują się w meandrach miejscowej polityki. „Złowieni” mają startować z niższych pozycji na liście i zdobywać głosy, które później podbiją osoby z pierwszych miejsc. Taka strategia doskonale się sprawdza i często prowadzi do sukcesu, niestety nie dotyczy on wspomnianych aktywistów.

Sochaczew nie jest oczywiście wolny od tego typu knowań. Sprawdzają się one za każdym razem, niezależnie od sytuacji politycznej w mieście. Ale czy to wszystko warte jest zachodu? Czy mieszkańcy nie zasługują na prawdziwą, nieprzekłamaną reprezentację i transparentność? Często to oni są najbardziej dotknięci brakiem jasności i manipulacjami ze strony lokalnych polityków. Wielu z nas wpada w pułapki retoryki, PRu czy urojonych obietnic, nie zdając sobie sprawy, że są wykorzystywani do gry politycznej. Widząc działacza, który jest promowany w miejscowych mediach, często opłacanych przez Urząd Miasta lub Powiatu, odwiedzającego szkoły, przedszkola, otwierającego imprezy miejskie, itp., zastanówmy się, kim naprawdę jest ta osoba. Bo człowiek, który całą swoją karierę zawdzięcza lokalnym strukturom politycznym lub mocno kamufluje swoje przekonania i związki z danym ugrupowaniem politycznym, niekoniecznie może być tym, którem można zaufać i powierzyć losy miasta. Dlatego tak ważne jest, abyśmy zawsze zadawali pytania, żądali przejrzystości i szukali prawdziwych intencji za działaniami lokalnych samorządowców.

Sprawdzajmy, czy kandydat lub kandydatka mają historię działania dla miasta i lokalnej społeczności bez wsparcia politycznego i opłacanych przez urzędy wydarzeń lub kampanii edukacyjno-promocyjnych. Pytajmy, jakie ma przekonania, bo bezpośrednio przekłada się to na decyzje w sytuacji objęcia urzędu. Jeżeli kandydat chce mieć w swoim mieście „Strefę wolną od społeczności LGBT”, będzie wiązało się to z blokadą na pozyskiwanie środków finansowych dla miasta z funduszy Unii Europejskiej. Jeśli osoba kandydująca ekologię traktuje, jako zwykłą fanaberię, nie cofnie się przed wycinką drzew. Doskonałym przykładem może być również podejście do ochrony prywatności mieszkańców miasta. Dotychczasowy burmistrz Pan Piotr Osiecki bez problemu udostępnił dane wszystkich sochaczewian na potrzeby niesławnych „Wyborów Kopertowych”, choć wielu zarządców miast nie zrobiło tego ze względu na szacunek do swoich mieszkańców. To tylko niektóre przykłady, jak poglądy włodarzy przekładają się na działania lub brak działań w mieście.

Lokalna polityka powinna być o nas, dla nas i z nami. Nie powinna być grą polityczną, w której ważniejsze są ukryte cele i partyjne interesy. To my, mieszkańcy, mamy moc zmienić tę sytuację, żądając od naszych przedstawicieli uczciwości, przejrzystości i autentyczności.

Bądźmy świadomi przy oddawaniu swojego głosu i przyłączaniu się do określonej listy. Im lepiej wybierzemy, tym lepiej będzie nam się żyło w naszym mieście.

Komentarze


Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *