piątek, 5 lutego, 2021
Otwarty Sochaczew


Odwaga jest początkiem działania. Dlaczego aktywizm jest ważny?

W jednej z kilku (naprawdę kilku, dałoby się policzyć na palcach jednej ręki) współczesnych lektur dla starszych klas szkoły podstawowej,…

By admin , in Równość , at 5 lutego 2021 Tagi: , , , , , , ,

W jednej z kilku (naprawdę kilku, dałoby się policzyć na palcach jednej ręki) współczesnych lektur dla starszych klas szkoły podstawowej, a dokładniej w powieści Rafała Kosika „Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi” pada takie zdanie:

„To nie sztuka zdobyć się na bohaterstwo, gdy się jest odważnym. Prawdziwa sztuka to być tchórzem i zrobić coś bohaterskiego. Właściwie, to odważny może być tylko ten, kto nie jest odważny.”

I nie ma chyba nic bardziej prawdziwego, jeśli mówimy o odwadze i chęci budowania obywatelskiej społeczności w małym mieście. Bo tu jest trudniej. Choć pozornie łatwiej. Ale – jak powszechnie wiadomo – pozory mylą. Niby ogarniamy wszystkie kąty,  znamy większość mieszkańców – jeśli nie osobiście, to przez kogoś, kto zna kogoś (zasada sześciu stopni oddalenia w małym mieście sprowadza się mniej więcej do jednego, góra dwóch), niby nigdzie nie powinniśmy czuć się bezpieczniej niż w przestrzeni, którą zamieszkujemy, przez którą drepczemy do szkoły i pracy. A jednak…ta możliwość utraty anonimowości, to prawdopodobieństwo, że zostaniemy rozpoznani i osądzeni przez znajomych, sąsiadów, kolegów z pracy, szefa, kuzyna, jego  żonę i ich pięcioro dzieci sprawiają, że bycie odważnym jest w małym mieście takim jak Sochaczew dużo trudniejsze.

W tłumie łatwiej zniknąć, łatwiej machać sztandarem, łatwiej dołączyć do i tak już potężnego chóru głosów. Tu zaś wszystko dzieje się gdzieś pomiędzy, dlatego tym bardziej tak istotne jest, kluczowe wręcz, by uczestniczyć w dyskursie publicznym (politycznym, społecznym, kulturalnym) na poziomie lokalnym. Nic o  nas bez nas. Każda władza musi mieć świadomość, że patrzymy jej na ręce, że nie jest bezpieczna dopóty, dopóki pamięta, że jest tymczasowo zatrudniona przez swoich wyborców. Tu i teraz. Na moment. Rolą aktywnych obywateli (ale i organizacji) jest mierzenie się z takimi zadaniami jak monitoring działań władzy, czuwanie nad transparentnością wyborów/wprowadzania w życie przepisów czy działanie na rzecz dostępu do informacji publicznej. Zwłaszcza to ostatnie okazało się w przypadku naszego miasta ważne. Przecież gdyby nie obywatele, nikt nie dowiedziałby się o dealu dekady, czyli działce w centrum dla pewnego proboszcza!

Aktywność obywateli, którzy angażują się w działalność stowarzyszeń czy wspólnot realizujących zadania społeczne była w Polsce z początku niewielka, najpierw ruszyła w dużych miastach, a teraz  – w miasteczkach. Niecałe 20 lat mamy ustawę o organizacjach pożytku publicznego i wolontariacie, która porządkuje działalność społeczną i reguluje pozyskiwanie funduszy przez te organizacje. Z radością można stwierdzić, że Sochaczew też już się obudził. To, co dzieje się w ramach inicjatywy Otwarty Sochaczew i rzesze ludzi, którzy dołączają do nas z kolejnymi pomysłami, budzi dumę. I dodaje odwagi. Że trzeba. Że warto. Że miasto nie jest twoje, wasze, ale nasze.

Jak się zaktywizować w społeczności, w której panuje trend niewychylania się, nierobienia niczego, czego nie wypada i nieszukania dziury w całym? Małe miasta potrafią dać w kość – wiemy to bardzo dobrze. To właśnie w nich widać jak na dłoni charakterystyczne dla Polski „rozdarcie” przestrzeni publicznej. Ma ono przyczyny w historii (bardzo długo przecież państwo jako takie było wrogie wobec samoorganizacji społecznej), ale na szczęście – i widać to na przykład po kolejnych protestach, które w ciągu ostatnich lat przybierają na sile –  młodzi ludzie coraz częściej wiedzą, że kiedy jest czas powiedzieć „Basta!”, trzeba przestać się wahać. Bo i nie ma nad czym dumać, kiedy władza, nawet ta, którą się nie interesujemy, zaczyna interesować się nami i wchodzi w ubłoconych butach w życie. Warto wstać z wygodnego fotela, by dołączyć do tych, którzy mają na celu ochronę praw obywateli przed nadmierną ingerencją państwa. Warto poćwiczyć asertywność poza strefą komfortu, by własnej wolności nie sprzedać zbyt tanio. Cena utraty anonimowości nie wydaje się zbyt wygórowana w stosunku do ceny utraty praw, które powinny być niezbywalne. Lub w stosunku do ceny trudu podjęcia fajnej inicjatywy, które będzie służyć całej społeczności.

Najtrudniejszy jest pierwszy krok. Najtrudniej ZACZĄĆ działać. Ale kiedy wykona się już jakiś ruch, to nagle okazuje się, że wielkość tłumu naprawdę nie jest istotna. I że bycie odważnym, zaangażowanym wcale nie jest sprawą ponad siły, choć wymaga wyjścia z bezpiecznego kokonu.  

Jakiś czas temu stwierdziliśmy, że nie ma co się oglądać na innych. Chcesz zmian? Bądź zmianą! Nawet jeśli artykuł w lokalnej gadzinówce wzywa cię do poddania się publicznemu linczowi. Tak, to zdarzyło się naprawdę, ale rada na głupotę jest jedna – otrzepać kurz z ramion i robić swoje. Bez strachu, przegryzając hejterów bułką z masłem (zawsze się znajdą), ale zgodnie z tym, co podpowiada wiedza i intuicja. Otwieramy Sochaczew, otwieramy głowy. Cho!

Autorka: Kasia Fiołek

foto: Monika Martofel i Robert Pasztor /Bunt Czarownic w Sochaczewie/

Komentarze


Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.